 |
|



Dramat opolanina pod Mont Blanc
Izabela Żbikowska 2006-08-31 Gazeta.pl
Marcin Szpineta, niepełnosprawny z Opola, wycofał się w czwartek z wyprawy zmierzającej na szczyt Starego Kontynentu. Na dalsze uczestnictwo nie pozwoliły mu jego protezy kaleczące ciało
Już we wtorek Marcin, który od 10 lat po wypadku porusza się na protezach nóg, skarżył się na dokuczliwy ból. W środę w nocy w przysłanych nam SMS-ach przyznał: "Przeraża mnie widok ściany, którą mamy zdobyć". Mimo to zdecydował się pójść. Jednak o 7 rano, będąc na 3600 m n.p.m. i w połowie najtrudniejszego technicznie odcinka wyprawy - ściany du Gouter, uznał, że to granice jego wytrzymałości.
Nie mógł dalej iść, bo jego protezy nie wytrzymując obciążenia i warunków górskich, raniły mu nogi. - Jego stan pogarszał się z każdą chwilą, zaczął krwawić - relacjonował organizator wyprawy Krzysztof Dzienniak, słynny globtroter. - A ta ściana to nie ścieżka spacerowa, nieraz przejścia były tam tak wąskie, że musieliśmy stawiać stopę przy stopie lub ostrożnie przechodzić po krawędziach ze świadomością, że możemy spaść 60 metrów w dół. Musiałem zdecydować, czy przeć naprzód i zabrać Marcina na ścianę wschodnią, a potem ściągać go helikopterem, bo z pewnością nie dałby rady wrócić o własnych siłach, czy też teraz zrezygnować i wrócić z nim na dół - wyjaśnia.
Zdecydowali, że wracają. Zejście zajęło im 4,5 godziny, choć normalnie pokonuje się ten odcinek w ciągu półtorej godziny. Marcin asekurowany przez Krzysztofa bezpiecznie dotarł wczoraj po południu do Chamonix, u podnóża Mont Blanc.
Reszta ekspedycji, czyli niepełnosprawny Paweł Kanclerz, kierownik wyprawy Adam Bielecki i instruktor Robert Pipkowski, zdecydowała się kontynuować podejście. Udało im się pokonać ścianę Gouter. Teraz czeka ich nie mniej niebezpieczna, z uwagi na szalejącą pogodę, przeprawa przez przełęcz, na której dwa tygodnie temu zginęły trzy osoby. Zgodnie z planem wczoraj w nocy powinni zaatakować szczyt Mont Blanc, jednak Paweł Kanclerz również był u kresu sił. Dokucza mu rozrzedzone powietrze wywołujące duszności i ból głowy oraz przenikliwe zimno. To, czy zdecyduje się dziś wspiąć na Mont Blanc, zależeć będzie od samopoczucia po nocnym odpoczynku oraz od pogody. Wczoraj wiatr wiał z prędkością 120 km/h.
|
|
 |