SEAT FLOTA  WI TEGO MIKOLAJA

EKSPEDYCJA
UCZESTNICY
DZIENNIK
GALERIA
PRASA
MONT BLANC





 

 


Mont Blanc zdobyty
Izabela Żbikowska 2006-09-01 Gazeta.pl

W piątek o godz. 8.45 trzech uczestników wyprawy zorganizowanej przez Krzysztofa Dzienniaka stanęło na najwyższym szczycie Europy. Wśród nich był niepełnosprawny Paweł Kanclerz. - Teraz chce się wyspać i najeść - mówił, gdy osiągnął cel Paweł Kanclerz, Adam Bielecki, Robert Pipkowski o godz. 3.20 rozpoczęli atak na szczyt. Cel osiągnęli pięć godzin później. Gdy byli 4300 m n.p.m., słońce zaczęło wschodzić. - To jeden z najpiękniejszych widoków, jakie widzieliśmy w życiu - zgodnie przyznawali później. Na szczyt dotarli szczęśliwi, ale też wyczerpani. Pawłowi i Robertowi, którzy pierwszy raz zmagali się z wysokogórskimi warunkami, brakowało aklimatyzacji. Całe podejście było bardzo meczące, bo na zdobycie tysiąca metrów zaplanowali tylko cztery przerwy.

- Mieliśmy piękną pogodę. Takie były prognozy i dlatego postawiliśmy wszystko na jedną kartę. Zdecydowaliśmy się iść, choć Paweł i Robert nie mieli odpowiedniej aklimatyzacji. Szliśmy więc wolniej - tłumaczył najbardziej doświadczony ze zdobywców szczytu Adam Bielecki.

Celem wyprawy było przełamanie barier i umożliwienie niepełnosprawnym ekstremalnych wyczynów. Dziś cierpiący na fokomalis (niedorozwój kończyn górnych) 27-letni Paweł Kanclerz jest pewien, że może wszystko. - Spoglądanie na świat z dachu Europy to wspaniałe uczucie, choć tak naprawdę dopiero dociera do mnie, co zrobiliśmy - mówił wczoraj. - Marzę teraz o tym, aby się najeść, napić i wyspać - mówił przed powrotem ze szczytu. Wtedy wyprawa miała przed sobą jeszcze powrót przez ścianę Gouter, czyli najtrudniejszy odcinek wspinaczki na Mont Blanc.

- To niezwykle trudne zadanie i wiele osób w tym miejscu rezygnowało - opowiadał Robert Pipkowski, instruktor wspinaczki skałkowej, który uczestniczył w wyprawie. - Sam się zastanawiałem, czy iść dalej. Gdyby nie Paweł, pewnie bym zrezygnował, ale widziałem jego determinację i to mnie zmotywowało. To właśnie dzięki niemu stałem na Mont Blanc - przyznawał Pipkowski.

- Jestem przekonany, że Marcin Szpineta też by sobie z tym poradził - zapewniał wczoraj Paweł. Marcin był drugim niepełnosprawnym, który uczestniczył w wyprawie. Opolanin stracił w wypadku nogi i najwyższy szczyt Europy chciał zdobyć na protezach. Te jednak tak go raniły, że dzień przed wejściem na szczyt musiał zrezygnować. Wczoraj z Krzysztofem Dzienniakiem wracali już do Polski. Jeżeli za rok uda się zdobyć lepsze protezy, zaatakują szczyt ponownie.

Trójka wspinaczy, która wczoraj osiągnęła cel, wróci do domu w niedzielę. Na szczycie spędzili zaledwie kilkanaście minut. Potem wrócili do obozu rozbitego koło schroniska d'agio du Gouter. Na sobotę zaplanowali drogę powrotną tą samą trasą, którą wspinali się na szczyt.