 |
|



27 sierpnia 2006r.
Wyruszyłem z Warszawy po godzinie 19...
Tydzień opóźnienia a wszystko w związku z chrzcinami mojego Wojtka. Wiem, że kierownik wyprawy jest w związku z tym opóźnieniem delikatnie mówiąc zły. Jadę po niego do Tych, a stamtąd do Zgorzelca, gdzie spotykamy się z resztą ekipy. Droga szeroka a i samochód słuszny, dostaliśmy od Seata dwa samochody, więc podróż mija szybko:)
Około 23:15 dojeżdzam na miejsce, stamtąd zabieram kierownika i dwójkę dodatkowych pasażerów...
Po drodze do granicy zbieram za swoje, tzn za opoźnienie. Zadaje dziesiątki pytań, czego mam się spodziewać, jak tam jest na górze...
Do Zgorzelca docieramy już o świcie (system oznakowania naszych drog sprawia, że przekraczamy granicę, tylko po to aby zakręcić i dojechać do miasta). Tam też krótka odprawa, opracowanie trasy dojazdu i po kilku chwilach znów na przejściu granicznym...
Paweł CANIS Kanclerz
następny dzień >>
|
|
 |