Paweł CANIS Kanclerz - strona prywatna
Paweł CANIS Kanclerz
x
AKTUALNOŚCI

Godzina "W" 01.08.2012 16:00

Dzień Ojca 23.06.2012 22:59

To był najlepszy Dzień Ojca w moim życiu, bo z moim Wojtkiem i z moim Tatą :)

Smoleńsk dwa lata później... 09.04.2012 22:32

10.04.2010...
Pamiętam doskonale tamten dzień i poranek. Byliśmy u Morrine na imprezie, lekko skacowani włączyliśmy rano telewizor i w ciągu kilku minut wszyscy doszli do siebie. Informacyjny chaos, skakanie po kanałach informacyjnych, wybuch płaczu Wojciecha Olejniczaka w TVN24. Pierwsze zdjęcia z miejsca katastrofy...

Polityka...
Temat, ktory celowo od jakiegoś czasu pomijam milczeniem u siebie na stronie. Nie dla tego, że przestałem się intresować, poprostu żal czas tracić na tych co ją uprawiają. Ostatnie dwa lata to prawdziwy wysyp oszołomów i wszelkiej maści szołmenów (pisownia celowa). Normalnie smutek i żal...

To nie powinno się było wydarzyć...
Tak wiele osób ważnych dla Państwa w jednym samolocie, lądowanie na lotnisku, które nie było do tego przystosowane, pogoda, która nie dawała szans bezpiecznego lądowania i dziesiątki przyczyn, które sprawiły, że skończyło się to tak a nie inaczej...

Czeka nas kolejna szopka...
Oficjalne obchody rocznicy, a równolegle także obchody opozycji. Demokracja daje takie prawo, każdy "świętuje" jak chce, ale jak dla mnie to urąga pamięci tych, którzy wtedy zgineli...

I na tym zakończę...
A jutro o 8:41 zatrzymam sie na chwilę i pomyślę o tych wszystkich osobach, które tamtego dnia zgineły, niezależnie od tego do jakiej partii należeli...

Siła spokoju... 07.04.2012 20:29

Prawie się udało...
Mieć wolny piątek i wtorek. Nie tym razem. W fabryce za wiele się dzieje, żebym mógł mieć wolne, ale ja sobie to odbije w przyszły weekend w Zakopanem...

Wsi spokojna wsi wesoła...
Święta w tym roku spędzam w Markowicach, małej miejscowości pod Inowrocławiem. Panuje tu taki spokój, że aż dziwnie się czuje. Zwłaszcza po tym całym szale, który mnie otaczał w Warszawie. Jest spokojnie, miło, wesoło i było by idealnie, gdyby nie praca, która dopada mnie nawet tutaj za sprawą dostępu do internetu...

Wiosenne objawienie...
Choć wcale się cieplej nie robi i słońca wciąż mało, to jednak dłuższe dnie dają mi możliwość ruszenia z aparatem na zdjęcia. To taka moja odskocznia od marazmu życia codziennego. Tym razem miałem dużo szczęścia i poznałem modelkę, która mnie oczarowała. Efekty możecie zobaczyć w galerii i przy notce...

Świątecznie...
Życzę Wam spokoju i rodzinnych chwil. I jak najwięcej radości mimo tej mało wiosennej aury...

Rubicon przekroczony... 04.04.2012 22:59

Są takie chwile w życiu...
Kiedy poziom abstrakcji przerasta wyobraźnię. Taki moment osiągnąłem wczoraj w pracy. Bohu dziękować, że nie mam pozwolenia na broń...

Helpdesk...
A gdyby tak zamiast ogarniać nieogarnięte, wylądować w małej firmie jako spec od kompów i od strony internetowej. Zarabiając lepiej, mając pracę pod domem i święty spokój? Kuszące...

Nadchodzą święta...
Wyjeżdzam i ginę dla świata. Mój telefon zamilknie, tak samo mail, GG i facebook. Potem Zakopane, wędrówki po górach i kilka chwil dla siebie. Nie szukajcie mnie...

Zbieranie ryżu...
A dokładniej specyficzna pozycja przy tej czynności. Robie swoje w firmie, nawet wyrabiam ponad normę. Przychodzi pensja, ja nadal nachylony i do tego dupa boli...

Nadgodziny...
Natrzaskałem już ich tyle, że w piatęk odbieram jeden dzień i we wtorek odbiorę drugi chyba. I póki co koniec z siedzeniem w firmie po godzinach, bo nie mam kiedy na życie zarobić...

Żałosne...
Czyż nie?...

Gorączka sobotniej nocy... 01.04.2012 02:18

Quasi weekend...
Pozorny, bo częściowo spędzony w pracy. Brnąłem przez całą Warszawę wśród śniegu, gradu tylko po to aby się okazało, że ktoś kto miał wysłać aktualną dokumentację tego nie zrobił...

Moje ulubione miejsca...
Cykl programów a właściwie swoisty blog Jurka Owsiaka na owsiak.net.pl. Znajdziecie tam wiele niesamowitych historii, muzyki, ale też moją ulubioną część, czyli ulubione miejsca Jurka. Niesamowita podróż po miejscach, okraszona anegdotami, wspomnieniami. Ja najbardziej lubię, gdy pokazuje Warszawę, bo te miejsca znam z dzieciństwa i młodości. Polecam i sam regularnie oglądam...

Filmowe igrzyska śmierci...
Poszliśmy z Gonią do kina na ów film i muszę przyznać, że się zawiodłem. Fajna historia, pomysł, ale wykonanie zawiodło. Chwilami było przeciąganie akcji, banalne wręcz obrazy śmierci, które miały w zamyśle poruszać do łez. Jednak najbardziej dla mnie było zaskakujące zakończenie, które zamiast wyciskacza łez, na jaki się zanosiło, powodowało, iż z sali kinowej sie wychodziło jakby się dostało w pysk za niewinność. Jedno do czego się nie mogę przyczepić, to uroda aktorki odgrywającej główną rolę, rewelacyjna...

Canon to zuo...
Miałem dziś przy okazji wypadu do pracy możliwość potrzymania i użycia aparatu spod znaku Canon'a. I stwierdzam, że Nikon robi idealne aparaty dla mnie. I love Nikon...

Aspołeczny...
No cóż, nie jestem ideałem faceta, nawet nie wyglądam. Mało uroczy i do tego uparty. Wciąż rozmyślam czy pamiętam czym jest miłość i tęsknota. I na tym dziś zakończę...

Hunger games... 30.03.2012 20:12

Gorzki smak...
Wróciłem do domu po czternastu godzinach pracy i choć jestem zrypany jak koń po westernie to jestem zadowolony. Nauczyłem się dziś więcej o SharePoint 2010 niż podczas szkolenia, które kiedyś przypadkiem mnie dopadło. Nawet stworzyłem zarys procedury wygaszenia środowiska i jego ponownego uruchomienia. I stwierdzam, że fajni ludzie pracują w Microsoft Polska...

Igrzyska śmierci...
Nie wiem kto przetłumaczył "Głodowe Igrzyska" na igrzyska śmierci, ale wróżę mu dalsze "sukcesy" lingwistyczne...

Musujący posmak słodu...
Tak, piwosze już wiedzą, że delektuję się właśnie "ambrozją" czy jak inni wolą określać to mianem "napoju bogów", stąd te dygresje...

Głodowe i nierealne...
Jak pensja w mojej firmie, jak wyzwania, które wykraczają ponad możliwości przeciętnej jednostki. Z każdym dniem czuję się jakbym brał udział w igrzyskach...

Bruuup...
Nie dość, że smakuje to i odbija się zacnie...

Zmiana zasad...
Koniec igrzysk. Nie będzie już zbierania maili po pracy, bo nie mam służbowego lapa, nie mam też VPN'a koniecznego w mojej pracy. Mam obowiązki administratora w pracy, ale stanowisko operatora i takie też pobory. Nie mogę awansować, bo nie mam "mgr" przed nazwiskiem, a i stażu w firmie mi brakuje. Jednak ponoszę odpowiedzialność za wdrożenie jednego z największych w naszym kraju projektów IT. Wygaszam swoją nadgorliwość...

Poranny tupot mew...
Nie, nie mam na myśli kaca. Tak zwyczajne mam problem z zasypianiem a jeszcze większy z pobudką. Każdego ranka zdycham i walczę ze sobą aby ruszyć do pracy. Rano znów pobudka o 5:45, bo testy od 8:15 i co tam, że kodeksowe 12 godzin od wyjścia z pracy do powrotu do niej nie zostanie dopełnione...

Na wschód, tam musi być cywilizacja...
Istnieje świat i życie poza moją fabryką. Wierzę, że kiedyś wróce z pracy i będę mógł rozkoszować się wolnym czasem, a nie zasuwać nad stronami aby przeżyć do pierwszego. Tylko chyba fabrykę trzeba wpierw zmienić...

Szok, zdjęcia, czyli jak się stałem celebrytą...
Szukając innych światów przywdziałem nowe szaty, garnitur, biała koszula, płaszcz. Reakcje współpracowników, którzy znaja mnie na codzień z bojówek i t-shirtów, bezcenna...

Cyganka prawdę Ci powie...
Moją cyganką będzie premia kwartalna. Bo już wiem, że podwyzki nie dostanę, bo mam takie a nie inne stanowisko...

Podsumowanie jakieś by się zdało...
Notkę pisałem trzy dni. Za pierwszym razem zmęczenie zwyciężyło i zasnąłem w fotelu. Wczoraj nie dokończyłem, bo położyłem się wcześniej aby dziś od rana mieć siłę na testy i ogarnianie kolejnych tematów. Dziś się udało, bo postanowiłem dokończyć nim zasiądę do kolejnej pracy...

Wiosenne przesilenie... 26.03.2012 00:01

Zmiana czasu...
Podobno może wywołać zawał i inne powikłania, u mnie powoduje wkurzenie, bo mam zegarek na ręce, który nie do końca ogarniam i z każdą zmianą czasu mam walkę...

Arbeit...
Przeżyłem najtrudniejszy tydzień w pracy jaki mnie spotkał w obecnej firmie odkąd tu pracuję. Siedzenie po 14h, nowe tematy spadające niczym kowadła z nieba. Dałem radę, bo jak ja się za coś biore to nie ma ch**a we wsi...

Weekend...
Był przemiły, sobota z przyjaciółkami a niedziela z Wojtkiem. Naładowałem baterie...

Zdjęcia...
Popełniam, a jak, wykorzystuję pogodę i słońce. Monika, PaniAga, zapraszam do galerii...

Co ma być to będzie...
Wiem czego chcę! Mówię, co mi się podoba! I nikt mi tego nie odbierze!

Mały piątek... 22.03.2012 01:31

Palarnia w firmie...
To miejsce magiczne, bo tam można spotkać fajnych ludzi, można spokojnie porozmawiać, można być szczerym...

Witamy w Narnii...
Powrót do firmy po dwóch tygodniach zwolnienia lekarskiego to masakra. Szok, trauma, sam nie wiem jak to nazwać co mnie dopało. Ilość tematów do ogarnięcia, nowości i inne niespodzianki, dzizas, ja pier***e...

Czwartek...
W palarni będziemy świętowali mały piątek, czyli bliżej końca niż początku. Nareszcie czwartek...

Administratorem być...
Znów jestem adminem, władcą serwera, środowiska, softu. Tym razem zamiast unix'a jest to SharePoint. Ogarniam, uczę się i daję radę, jak zawsze. Szkoda tylko, że pensja nadal operatora a nie administratora...

Ogarnąłem...
Tysiące spraw, nową platformę i tematy nie z mojej bajki. Cóż, ja już tak mam...

Stres...
Nie jestem zestresowanym człowiekiem, tzn staram sie nie stresować. Co ja bym dał żeby móc się zrelaksować...

A póki co...
Zostaje siedzenie w pracy po 12 godzin i nadzieja, że ogarnę to czego inni nie ogarniają...

Szara rzeczywistość... 17.03.2012 02:07

Piątek...
Ostatni dzień zwolnienia lekarskiego, powikłania po anginie wciąż męczą, czuję się nadal chu***o, pomimo wiosny za oknem...

Zjeba...
Dostałem dziś w promocji od swojego wicedyrektora, bo nie ogarnąłem tematu metryk. Przyznaję, nie ogarnąłem, bo mam co prawda VPN i dostęp do systemu w firmie, ale tylko na papierze. A tak naprawdę poza firmą nie mam nawet dostępu do poczty. I choć nie miałem na to wpływu, dostałem promocję...

Rzeczywistość...
Jest smutna, bo moja choroba sprawiła, że nie będę miał szans domknąć bilansu miesiąca. Znów będę musiał siedzieć po nocy klepiąc prywatę, żeby mieć na rachunki i aby przeżyć do pierwszego. Bo w pracy sobie potrącą za moją nieobecność...

Jak żyć...
Dobre pytanie, ja po dzisiejszym dniu zaczynam się zastanawiać nad sobą. Staram się, poświęcam się, jeżdżę po jakieś pieprzone certyfikaty, stawiam na szali swoje życie i zdrowie. A co w zamian?

Mam wyjebane...
Załatwię w poniedziałek te metryki, ogarnę to co nie ogarnięte i tysiąc spraw domknę, bo tak mnie wychowano. Co z tego będę miał?

Początek weekendu...
A ja tracę swoje życie na bezcelowe przemyślenia na osiedlowej ławce...

Obserwator rzeczy dziwnych i ulotnych... 02.03.2012 23:59

6 lat później...
Jak by to było wczoraj, pamiętam weekend, na który LuCaS pożyczył mi swojego Nikona D70s. I przepadłem, pokochałem fotografię i możliwości jakie daje cyfrowa lustrzanka. Dwa dni później w tajemnicy przed żoną kupiłem swojego Nikona D50, a LuCaS mnie krył, że to Nikon niby dał na testy. Rok go spłacałem a żonie się dopiero po miesiącu przyznałem. Zrobiłem nim kilkadziesiąt tysięcy zdjęć, uczyłem się i nigdy mnie nie zawiódł. Przeżył ze mną narodziny i pierwsze lata mojego Wojtka, Mont Blanc, manifestację Radia Maryja, wyścig kolarski i setki innych okazji. Był ze mną w moje najlepsze i najgorsze chwile w życiu...

Mało mnie tutaj...
Chciałbym tu bywać i pisać częściej, ale proza życia i za krótka doba robi swoje. Tak informacyjnie to u mnie wszystko w porządku. Żyje, zdrowie w miare i nawet jakoś tam wyglądam. Mój Wojtek już płynnie czyta i pisze, do tego jest coraz bardziej ciekawy świata. A ja staram sie mu ów świat pokazywać, z tej lepszej strony...

Nikon D90...
Mój uczeń (miałem przyjemność być instruktorem grupy Pokojowego Patrolu, w której był) Zimba jakiś czas temu sprawił sobie Nikona D90, zresztą za moją radą. Chciał kupić dobry aparat, to mu doradziłem taki, jaki sam bym chciał. Nie jest to najnowszy model, nie ma bajerów, nie da sie nim kręcić teledysków w HD, ale jako aparat ma wszystko, czego trzeba fotografowi. I tu jest coś czego nie rozumiem, bo był zadowolony i wszystko jak trzeba, aż pewnego dnia zadał mi pytanie, czy chciałbym od niego odkupić aparat. Z przebiegiem kilkunastu zdjęć nie było by mnie stać, ale zarzucił bardzo atrakcyjną cenę, więc znów się zapożyczyłem. Dziś do mnie dotarła przesyłka, zapakowana tak, że gdyby nie ostre noże i nożyczki to nie dałbym rady odpakować (Zimba, należy Ci sie medal za pakowanie). I tak zaczynam dziś nowy etap. Dzięki nowej puszce i obiektywowi mogę wrócić do focenia koncertów, a i w portretach mam większe możliwości. Zimba ma zakupić coś ultra nowoczesnego we Włoszech a ja dziękuję za szansę i możliwość zakupu D90. I tylko mam nadzieję, że ten Nikon zapamięta już tylko te dobre chwile...

Wiosna nadchodzi...
Robi się coraz cieplej i dzieje się wiele dobrego. Jednak jest też świadomość tego, ze nadejdzie lato, Wojtek ruszy na wakacje do Brodnicy i już nie będę miał 7km do Wojtka, tylko bedzie ich 198. Czas uruchomić Sierrę...

Co ma być to będzie...
Życie uczy mnie pokory, tak prywatnie jak i w pracy. Co nas nie zabije to nas wzmocni i z tą myślą Was dziś zostawiam...

Czy fizyk może pójść do nieba? 09.02.2012 17:46

Na prośbę przyjaciółki publikuję...
I zachęcam do przeczytania, bo to bardzo fajny tekst jest:)

Link: Czy fizyk może pójść do nieba?

Zima kurwa... 01.02.2012 02:15

No i narzekali, że ciepło i deszcz w święta no to mają...
Kurwa, dzizas, no pizga niesamowicie. A ja jak ostatni zjeb biegam w jesiennej kurtce modląc się aby nie przymarznąć do przystanku. No mam niby zimowe kurtki, ale ni chuja nie są wygodne. No jakby mnie ktos w odlew gipsowy wsadził, nawet po nosie nie ma jak się podrapać. No więc coś za coś, dupa marznie i nie tylko, ale przynajmniej fajka mam jak odpalić. Ale jeśli mogę mieć jedno życzenie, to poproszę - zimo wypierdalaj...

I gdy już sobie ulżyłem...
To wcale mi lepiej nie jest. Bo jutro znów na mrozie i znów spierdoli mi autobus, a w pracy saighon, ale żeby nie było mało to do tego projekt, w którym pomagam charytatywnie. Ja jestem jednak pojebany...

I tym optymistycznym akcentem...
Luty się zaczął, kurwa, do wiosny wciąż daleko...

Melodie mgieł nocnych... 09.01.2012 23:58

To był dzwiwny dzień...
Z jednej strony radocha, bo wczoraj Finał WOŚP i kolejny sukces. I nie mówie tu o sukcesie Fundacji, a o tym, że znów w tym kraju smutnych ludzi było fajnie. Z drugiej strony konferencja prasowa wojskowego prokuratora, przeładowanie broni, strzał i to bezduszne filmowanie...

Wczorajsze granie nad Wisłą i nie tylko...
Po raz dwudziesty, było pięknie, kolorowo, miło. Kolejny Finał Wielkiej Orkietry Świątecznej Pomocy, uśmiechnięci ludzie, życzliwość. Aż żal, że tylko raz w roku, ale znam naszych rodaków, częściej się to nie uda...

Wystrzałowa konferencja...
Nie wiem co skłoniło pułkownika do tego co zrobił, ale to jest jego sprawa i jego decyzja, nie wnikam. Ale to co mi nie daje dziś spokoju to to jak się zachowali dziennikarze, którzy byli niejako świadkami tego zdarzenia. Ci którzy w ludzkim odruchu rzucili sie do ratowania i ci, którzy chwycili za kamery i filmowali. Brak mi słów, a i ujawnienie nagrania z włączonej kamery TVN uważam za przegięcie. Zatracamy swoje człowieczeństwo...

A jutro...
Kolejny trudny dzień, nowe wyzwania. Dobrze, że jest dziś poniedziałek i Metalowy wieczór w Radiu Kampus...
http://www.radiokampus.waw.pl/

MMXII - postanowienia... 01.01.2012 23:55

Hmm...
Prawie te same co rok temu:)

Pierwsze...
Spędzać z Wojtkiem mądrze czas i być dla Niego jak najlepszym ojcem.

Drugie...
Jak się uda i czasu starczy to skończyć studia, obronić się i mieć to już za sobą.

Trzecie...
Zadbać o zdrowie, fajki odstawić, siłownię lub inną aktywność rozpocząć.

Czwarte...
Nadal kształcić się i rozwijać w sztukach różnych.

Piąte...
Być lepszym człowiekiem, przyjacielem, partnerem.

Szóste...
Kolejnego Sylwestra wreszcie bez kłótni i psucia krwi spędzić, a najlepiej przespać.

Ostatnie...
Przeżyć i za rok opisać co i jak się udało.

MMXI - podsumowanie... 31.12.2011 20:48

I znów nadejszła ta chwila...
Zasiadam przed kompem próbując podsumować kolejny rok. A był to dla mnie przełomowy i bardzo ważny rok.
Wojtek jest u mnie niemal codziennie, nauczył się czytać i pisać. Z Anną wreszcie jest tak jak powinno być, a nawet lepiej. Prawie wszystko ułożyło się tak jak chciałem...

Podróże...
W tej materii to był dobry rok:)
Lublin, Międzyborów, Łowicz, Toruń, Markowice, Zakopane, Kraków, Gdańsk, Gdynia, Krutyń, Ruciane-Nida, Żukowo, Przyjaźń, Osuchów…

Praca...
Firma wciąż ta sama, ale zmian mnóstwo. Awansowałem i robie to co lubię i naprawdę potrafię. Mam świetny zespół i wyzwania, które sprawiają, iż znów się chce...

Zdrowie...
Tutaj nie mogę narzekać, jest dobrze:)

Towarzysko...
Pisząc wyżej, że był to przełomowy rok, między innymi to miałem na myśli. A co dokładnie to już zostawię dla siebie...

Muzycznie...
Koncertowo Ursynalia, najlepszy festiwal i czas. Guano Apes, Jelonek, Carrion, Korn. Poza tym czas spędzony w Łowiczu w Pracowni. No i Hunter w Stodole, którego tym razem nie przespałem na kanapie:P
Jeśli chodzi o płyty, to Jelonka "Revange", Hunter "XXV LAT PÓŹNIEJ" i Adele "Live at the Royal Albert Hall"...

Co się nie udało...
Rzucić palenia, doprowadzić Killa Machine do porządku i...

Podsumowywując...
To był dobry rok, mimo kryzysów ekonomicznych i finansowych. Wiele rzeczy się zmieniło na lepsze, wiele się udało. A to co się nie udało, no cóż czasem moja chęć to za mało...

LOGOWANIE

POLECAM

PONAD SZCZYTEM - wyprawa na Mont Blanc

Sistermoon - photography & covers

Kulawa Warszawa

Blog Marty, która dla mnie zawsze będzie Komucikiem:)

MorrineLand

Małgorzata Werner | Jestem life coachem zwykłych ludzi z niezwykłymi marzeniami...

Wittamina - Minister zdrowia i opieki społecznej poleca: nie stwierdzono normy na dzienne zapotrzebowanie na wittaminę każdego dorosłego czytelnika. Można zatem spożywać bez ograniczeń.

Sc@tBlog

EKT Project

Lange Coaching - Elżbieta Lange - Coach

ON LINE

Na stronie jest teraz 5 gości 
Twój adres IP: 54.80.33.183
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE. ALL RIGHTS RESERVED. MAPA STRONY COPYRIGHTS © Paweł CANIS Kanclerz 1997-2017