Bo czasu nie zatrzymasz... No i huknęło 32 latka:) Sam nie wiem kiedy mi ten rok zleciał, bo zaiste był intensywny. Rozwód, nowa praca, nauka życia od nowa. Powiem Wam, że wszystko na plus i obym w 33 urodziny czuł się jak dziś:)
Uczę się intensywnie... Ostatnie dwa tygodnie stały pod znakiem urlopu, a był to czas gdy nie wypuszczałem aparatu z rąk, poniżej macie zajawki:)
Z nikonem w ręku... Ostatnie weekendy mijały mi na foceniu. Większość to tzw "oswojki", czyli pierwsze zdjęcia, na których oswajałem się z modelką. Stąd mogą wydawać się podobne, tym bardziej, że większość odbyła się w tym samym miejscu. Ja z efektów jestem zadowolony:)
Tak na szybko... Miałem bardzo udany weekend, zwłaszcza zdjęciowo. Efekty zobaczycie jak tylko ogarnę na spokojnie obróbkę. Póki co walczę ze stroną AALTŚWIN POZNAŃ i wciąż kolejnymi nowościami w pracy. Ale jak już ogarnę, to zobaczycie jakie piękne koleżanki mam a i w foceniu się ogarniam coraz lepiej:) I tyle mnie na dziś...
Wtedy burza nadchodzi, wtedy pada deszcz... To był fajny dzień:) Po pierwsze mogłem się wyspać, tzn pospać do dziesiątej. Potem kawa i plany kolejnej sesji. Pogoda zapowiadała się idealna, słońce, ciepło. Umówiliśmy sie z Pale Varis na placu Trzech Krzyży i do momentu przybycia tam pogoda była idealna. Jednak gdy dotarliśmy na miejsce zaczeło padać. Szybki sprint do ogródków piwnych, małe piwo na przeczekanie i wtedy nadeszła burza. Male oberwanie chmury, chyba tylko po to aby przypomnieć, że przez Warszawe przechodzi fala powodziowa. Próbowaliśmy się nie dać, ale kolejna fala mocnego deszczu zagnała nas do ogródka na drugie:) Czas mijał miło na rozmowie, o zdjęciach już nie myśleliśmy, chyba że o przyszłych. Wraz z końcem "kufla" nastała cisza, postanowiliśmy wykorzystać, wszak i tak trzeba było się dostać do komunikacji miejskiej. Szalona sesja na mokrych schodach, z ciągle kapiącą wodą z nieba. Dużo smiechu, niesamowita zabawa i efekty, które możecie zobaczyć tutaj. To dlatego wole plener, właśnie dla takich chwil:)
I znów się Polakom powodzi... Przez Warszawę przetacza się wielka woda, we Wrocławiu dramat, Sandomierz częsciowo pod wodą, niczego nie nauczyliśmy sie po 1997 roku...
Przełomowy tydzień... W pracy, bo o to dzięki pewnemu dokumentowi stałem się w pełni administratorem. Main Frame, jeszcze dużo muszę się nauczyć, ale moge wreszcie pracować:)
Zdjęciowo... Wyciągnąłem dziś Monię na zdjęcia, broniła się, nie chciała, a sami zobaczcie jakie fajne wyszły (tutaj klik). Miłego oglądania:)
Jutro jeśli się uda kolejne zdjęcia, a dziś mówię dobranoc;)
Intensywny weekend... Zaczęty z Meri i jej mężem. Grubo było, a cytrynówka była przysłowiową "kropką nad i". Bogu dziękować, że blisko mieszkamy:)
Sobota... Wyjątkowo ciężki poranek nachodzący na popołudnie. Koło 15-tej wyrwaliśmy z Gonią na spotkanie z Morrine, Kriturem, Olą i Czarem (miało być nas więcej, ale cos Loża niedopisała). Małe piwo na start i na stadion syrenki. To co się tam działo z nawierzchnią po deszczu to istna masakra. Glina z czarnoziemem, mieszanka równie lepka co i śliska. Do tego tuż przed wejsciem okazało się, że Ola ma ze sobą paralizator, z którym nie wejdzie. Jakoż, iż podjąłem się zadania odebrania Axi z dworca przejąłem sprzęt i pojechalem na Centralkę po Gohę. Tam szybki obiad w McDonald's i na stadion. Zdążyliśmy idealnie, na scenie zaczynał właśnie grać Hunter. Koncert wyjątkowy, 25-lecie, specjalna oprawa, chór, jak dla mnie supcio, zwłascza, że dawno nie byłem na koncercie Hunter'a. Na miejscu spotkało nas "chłodne przyjęcie", czyli Marta i Łukasz:) Dla mnie na plus, bo pod sceną przez plecy być nie mogłem a miałem z kim pogadać i obejrzeć to co się działo w spokoju. A działo się poza scena, no prawie jak na Woodstocku. Pomimo zimna znaleźli sie fanatycy błotnych kąpieli. Jak dla mnie pierwsza niewiasta i całujące się les rządziły:) Następny grał Perfect, który słyszałem z perspektywy Hunterowego namiotu, zbierając ochrzan od Morrine (a za co to my juz wiemy). Chwila odsapki w Stodole z chłopakami z Hunter'a i pewna czerwonowłosa dziewczyna, która na moja prośbę załatwiła nam ambrozję (piwo dla niewtajemniczonych), a którą mam nadzieję jeszcze spotkać co by podziękować. Na zakończenie Dżem. Ostatni raz widziałem ich na Przystanku Woodstock i byłem pod wrażeniem, ale wczorajszy koncert był zajebisty. No może poza nowymi kawałkami, ja jednak jestem zdania, że Dżem to teksty Ryśka. Powrót do domu z zachaczeniem Tutu Music Bar - i to był bład:)
Niedziela... Ta stała pod znamkiem Wojtka:) Ma nową fryzurę, która na zdjęciach nie wygląda za dobrze, ale na żywo się broni, a przede wszystkim jest dla niego wygodna. To też był wyjątkowy dzień z innego powodu, który pozostawie dla siebie. Napiszę tylko tyle, że na plus i mam nadzieję, że będzie dobrze (nie o mnie chodzi, ale trzymam kciuki). Wojtek lekko przeziembiony, ale rozkoszniak jak zawsze:) Jutro zrzuce zdjęcia i dorzuce do galerii. Wieczór spędzony na odpoczynku. Gonia jutro rusza do nowej pracy, ja do swojej, popołudniu mamy gości. Oj będzie się działo:)
Powrót do rzeczywistości... Wciąż nie wiem, czy mogą mnie operować w Poznaniu. Mam nadzieję, że Kasia mi pomoże to ustalić i dowie się, czy mają instrumentarium. Intuicja mi mówi, że będzie dobrze i z tą myśla dziś zasypiam.
P.S. Władysław Bartoszewski od zawsze był dla mnie autorytetem i wzorem, a jego dzisiejsza wypowiedź mnie tylko w tym utwierdziła:)
Weekend w Poznaniu... Jak pisałem jakiś czas temu moje plecki nie mają się zbyt dobrze. Żelastwo trza wyjąć, tak orzekli w Warszawie, a dziś w Poznaniu potwierdzili. Dobiłem się prywatnie do specjalisty poleconego przez ex i jej przyjaciółkę i nawet wiem kiedy ciąć mnie będą, ale... To ale zależy od tego czy mają instrumentaria do operacji. Bo jak się okazuje, żeby to cholerstwo ze mnie wyciągnąć trzeba specjalnych narzędzi. Jutro będe więdział, więc trzymajcie kciuki, bo profesor naprawdę konkretny a i ośrodek dobry...
Dragon to zło... Jest taki pub w Poznaniu, symaptyczne miejsce z niesamowitymi ogródkami i ogólnie z zajebistym klimatem. Jednakże nie lubi on Hunter'owej braci, a przynajmniej mnie i Axi. Jej powodów nie będę tu opisywał, ale moimi są trzy dziury w czaszce i utrata wzroku na kilka godzin. Potkłem się i wyrżnąłem głową w ceglaną ścianę. Więcej tam nie pójdę, nie lubi nas to miejsce...
> Komentarze (1)