LOGOWANIE
WYBRANE ZDJĘCIE
aniol.jpg
INNE MOJE STRONY
Paweł CANIS Kanclerz @ facebook.com

Pawel CANIS Kanclerz @ maxmodels.pl

Pawel CANIS Kanclerz @ myspace.com

PONAD SZCZYTEM - wyprawa na Mont Blanc
W DUSZY GRA
ON LINE
Na stronie jest teraz 7 gości 
Twój adres IP: 38.107.179.229
AKTUALNOŚCI

Smoleńsk dwa lata później...

10.04.2010...
Pamiętam doskonale tamten dzień i poranek. Byliśmy u Morrine na imprezie, lekko skacowani włączyliśmy rano telewizor i w ciągu kilku minut wszyscy doszli do siebie. Informacyjny chaos, skakanie po kanałach informacyjnych, wybuch płaczu Wojciecha Olejniczaka w TVN24. Pierwsze zdjęcia z miejsca katastrofy...

Polityka...
Temat, ktory celowo od jakiegoś czasu pomijam milczeniem u siebie na stronie. Nie dla tego, że przestałem się intresować, poprostu żal czas tracić na tych co ją uprawiają. Ostatnie dwa lata to prawdziwy wysyp oszołomów i wszelkiej maści szołmenów (pisownia celowa). Normalnie smutek i żal...

To nie powinno się było wydarzyć...
Tak wiele osób ważnych dla Państwa w jednym samolocie, lądowanie na lotnisku, które nie było do tego przystosowane, pogoda, która nie dawała szans bezpiecznego lądowania i dziesiątki przyczyn, które sprawiły, że skończyło się to tak a nie inaczej...

Czeka nas kolejna szopka...
Oficjalne obchody rocznicy, a równolegle także obchody opozycji. Demokracja daje takie prawo, każdy "świętuje" jak chce, ale jak dla mnie to urąga pamięci tych, którzy wtedy zgineli...

I na tym zakończę...
A jutro o 8:41 zatrzymam sie na chwilę i pomyślę o tych wszystkich osobach, które tamtego dnia zgineły, niezależnie od tego do jakiej partii należeli...

Siła spokoju...

Prawie się udało...
Mieć wolny piątek i wtorek. Nie tym razem. W fabryce za wiele się dzieje, żebym mógł mieć wolne, ale ja sobie to odbije w przyszły weekend w Zakopanem...

Wsi spokojna wsi wesoła...
Święta w tym roku spędzam w Markowicach, małej miejscowości pod Inowrocławiem. Panuje tu taki spokój, że aż dziwnie się czuje. Zwłaszcza po tym całym szale, który mnie otaczał w Warszawie. Jest spokojnie, miło, wesoło i było by idealnie, gdyby nie praca, która dopada mnie nawet tutaj za sprawą dostępu do internetu...

Wiosenne objawienie...
Choć wcale się cieplej nie robi i słońca wciąż mało, to jednak dłuższe dnie dają mi możliwość ruszenia z aparatem na zdjęcia. To taka moja odskocznia od marazmu życia codziennego. Tym razem miałem dużo szczęścia i poznałem modelkę, która mnie oczarowała. Efekty możecie zobaczyć w galerii i przy notce...

Świątecznie...
Życzę Wam spokoju i rodzinnych chwil. I jak najwięcej radości mimo tej mało wiosennej aury...

Rubicon przekroczony...

Są takie chwile w życiu...
Kiedy poziom abstrakcji przerasta wyobraźnię. Taki moment osiągnąłem wczoraj w pracy. Bohu dziękować, że nie mam pozwolenia na broń...

Helpdesk...
A gdyby tak zamiast ogarniać nieogarnięte, wylądować w małej firmie jako spec od kompów i od strony internetowej. Zarabiając lepiej, mając pracę pod domem i święty spokój? Kuszące...

Nadchodzą święta...
Wyjeżdzam i ginę dla świata. Mój telefon zamilknie, tak samo mail, GG i facebook. Potem Zakopane, wędrówki po górach i kilka chwil dla siebie. Nie szukajcie mnie...

Zbieranie ryżu...
A dokładniej specyficzna pozycja przy tej czynności. Robie swoje w firmie, nawet wyrabiam ponad normę. Przychodzi pensja, ja nadal nachylony i do tego dupa boli...

Nadgodziny...
Natrzaskałem już ich tyle, że w piatęk odbieram jeden dzień i we wtorek odbiorę drugi chyba. I póki co koniec z siedzeniem w firmie po godzinach, bo nie mam kiedy na życie zarobić...

Żałosne...
Czyż nie?...

Gorączka sobotniej nocy...

Quasi weekend...
Pozorny, bo częściowo spędzony w pracy. Brnąłem przez całą Warszawę wśród śniegu, gradu tylko po to aby się okazało, że ktoś kto miał wysłać aktualną dokumentację tego nie zrobił...

Moje ulubione miejsca...
Cykl programów a właściwie swoisty blog Jurka Owsiaka na owsiak.net.pl. Znajdziecie tam wiele niesamowitych historii, muzyki, ale też moją ulubioną część, czyli ulubione miejsca Jurka. Niesamowita podróż po miejscach, okraszona anegdotami, wspomnieniami. Ja najbardziej lubię, gdy pokazuje Warszawę, bo te miejsca znam z dzieciństwa i młodości. Polecam i sam regularnie oglądam...

Filmowe igrzyska śmierci...
Poszliśmy z Gonią do kina na ów film i muszę przyznać, że się zawiodłem. Fajna historia, pomysł, ale wykonanie zawiodło. Chwilami było przeciąganie akcji, banalne wręcz obrazy śmierci, które miały w zamyśle poruszać do łez. Jednak najbardziej dla mnie było zaskakujące zakończenie, które zamiast wyciskacza łez, na jaki się zanosiło, powodowało, iż z sali kinowej sie wychodziło jakby się dostało w pysk za niewinność. Jedno do czego się nie mogę przyczepić, to uroda aktorki odgrywającej główną rolę, rewelacyjna...

Canon to zuo...
Miałem dziś przy okazji wypadu do pracy możliwość potrzymania i użycia aparatu spod znaku Canon'a. I stwierdzam, że Nikon robi idealne aparaty dla mnie. I love Nikon...

Aspołeczny...
No cóż, nie jestem ideałem faceta, nawet nie wyglądam. Mało uroczy i do tego uparty. Wciąż rozmyślam czy pamętam czym jest miłość i tęsknota. I na tym dziś zakończę...

Hunger games...

Gorzki smak...
Wróciłem do domu po czternastu godzinach pracy i choć jestem zrypany jak koń po westernie to jestem zadowolony. Nauczyłem się dziś więcej o SharePoint 2010 niż podczas szkolenia, które kiedyś przypadkiem mnie dopadło. Nawet stworzyłem zarys procedury wygaszenia środowiska i jego ponownego uruchomienia. I stwierdzam, że fajni ludzie pracują w Microsoft Polska...

Igrzyska śmierci...
Nie wiem kto przetłumaczył "Głodowe Igrzyska" na igrzyska śmierci, ale wróżę mu dalsze "sukcesy" lingwistyczne...

Musujący posmak słodu...
Tak, piwosze już wiedzą, że delektuję się właśnie "ambrozją" czy jak inni wolą określać to mianem "napoju bogów", stąd te dygresje...

Głodowe i nierealne...
Jak pensja w mojej firmie, jak wyzwania, które wykraczają ponad możliwości przeciętnej jednostki. Z każdym dniem czuję się jakbym brał udział w igrzyskach...

Bruuup...
Nie dość, że smakuje to i odbija się zacnie...

Zmiana zasad...
Koniec igrzysk. Nie będzie już zbierania maili po pracy, bo nie mam służbowego lapa, nie mam też VPN'a koniecznego w mojej pracy. Mam obowiązki administratora w pracy, ale stanowisko operatora i takie też pobory. Nie mogę awansować, bo nie mam "mgr" przed nazwiskiem, a i stażu w firmie mi brakuje. Jednak ponoszę odpowiedzialność za wdrożenie jednego z największych w naszym kraju projektów IT. Wygaszam swoją nadgorliwość...

Poranny tupot mew...
Nie, nie mam na myśli kaca. Tak zwyczajne mam problem z zasypianiem a jeszcze większy z pobudką. Każdego ranka zdycham i walczę ze sobą aby ruszyć do pracy. Rano znów pobudka o 5:45, bo testy od 8:15 i co tam, że kodeksowe 12 godzin od wyjścia z pracy do powrotu do niej nie zostanie dopełnione...

Na wschód, tam musi być cywilizacja...
Istnieje świat i życie poza moją fabryką. Wierzę, że kiedyś wróce z pracy i będę mógł rozkoszować się wolnym czasem, a nie zasuwać nad stronami aby przeżyć do pierwszego. Tylko chyba fabrykę trzeba wpierw zmienić...

Szok, zdjęcia, czyli jak się stałem celebrytą...
Szukając innych światów przywdziałem nowe szaty, garnitur, biała koszula, płaszcz. Reakcje współpracowników, którzy znaja mnie na codzień z bojówek i t-shirtów, bezcenna...

Cyganka prawdę Ci powie...
Moją cyganką będzie premia kwartalna. Bo już wiem, że podwyzki nie dostanę, bo mam takie a nie inne stanowisko...

Podsumowanie jakieś by się zdało...
Notkę pisałem trzy dni. Za pierwszym razem zmęczenie zwyciężyło i zasnąłem w fotelu. Wczoraj nie dokończyłem, bo położyłem się wcześniej aby dziś od rana mieć siłę na testy i ogarnianie kolejnych tematów. Dziś się udało, bo postanowiłem dokończyć nim zasiądę do kolejnej pracy...

Wiosenne przesilenie...

Zmiana czasu...
Podobno może wywołać zawał i inne powikłania, u mnie powoduje wkurzenie, bo mam zegarek na ręce, który nie do końca ogarniam i z każdą zmianą czasu mam walkę...

Arbeit...
Przeżyłem najtrudniejszy tydzień w pracy jaki mnie spotkał w obecnej firmie odkąd tu pracuję. Siedzenie po 14h, nowe tematy spadające niczym kowadła z nieba. Dałem radę, bo jak ja się za coś biore to nie ma ch**a we wsi...

Weekend...
Był przemiły, sobota z przyjaciółkami a niedziela z Wojtkiem. Naładowałem baterie...

Zdjęcia...
Popełniam, a jak, wykorzystuję pogodę i słońce. Monika, PaniAga, zapraszam do galerii...

Co ma być to będzie...
Wiem czego chcę! Mówię, co mi się podoba! I nikt mi tego nie odbierze!

Mały piątek...

Palarnia w firmie...
To miejsce magiczne, bo tam można spotkać fajnych ludzi, można spokojnie porozmawiać, można być szczerym...

Witamy w Narnii...
Powrót do firmy po dwóch tygodniach zwolnienia lekarskiego to masakra. Szok, trauma, sam nie wiem jak to nazwać co mnie dopało. Ilość tematów do ogarnięcia, nowości i inne niespodzianki, dzizas, ja pier***e...

Czwartek...
W palarni będziemy świętowali mały piątek, czyli bliżej końca niż początku. Nareszcie czwartek...

Administratorem być...
Znów jestem adminem, władcą serwera, środowiska, softu. Tym razem zamiast unix'a jest to SharePoint. Ogarniam, uczę się i daję radę, jak zawsze. Szkoda tylko, że pensja nadal operatora a nie administratora...

Ogarnąłem...
Tysiące spraw, nową platformę i tematy nie z mojej bajki. Cóż, ja już tak mam...

Stres...
Nie jestem zestresowanym człowiekiem, tzn staram sie nie stresować. Co ja bym dał żeby móc się zrelaksować...

A póki co...
Zostaje siedzenie w pracy po 12 godzin i nadzieja, że ogarnę to czego inni nie ogarniają...

Szara rzeczywistość...

Piątek...
Ostatni dzień zwolnienia lekarskiego, powikłania po anginie wciąż męczą, czuję się nadal chu***o, pomimo wiosny za oknem...

Zjeba...
Dostałem dziś w promocji od swojego wicedyrektora, bo nie ogarnąłem tematu metryk. Przyznaję, nie ogarnąłem, bo mam co prawda VPN i dostęp do systemu w firmie, ale tylko na papierze. A tak naprawdę poza firmą nie mam nawet dostępu do poczty. I choć nie miałem na to wpływu, dostałem promocję...

Rzeczywistość...
Jest smutna, bo moja choroba sprawiła, że nie będę miał szans domknąć bilansu miesiąca. Znów będę musiał siedzieć po nocy klepiąc prywatę, żeby mieć na rachunki i aby przeżyć do pierwszego. Bo w pracy sobie potrącą za moją nieobecność...

Jak żyć...
Dobre pytanie, ja po dzisiejszym dniu zaczynam się zastanawiać nad sobą. Staram się, poświęcam się, jeżdżę po jakieś pieprzone certyfikaty, stawiam na szali swoje życie i zdrowie. A co w zamian?

Mam wyjebane...
Załatwię w poniedziałek te metryki, ogarnę to co nie ogarnięte i tysiąc spraw domknę, bo tak mnie wychowano. Co z tego będę miał?

Początek weekendu...
A ja tracę swoje życie na bezcelowe przemyślenia na osiedlowej ławce...

KONTAKT
Paweł CANIS Kanclerz
E-mail: canis@canis.art.pl
Gadu-Gadu: 4547978
POLECAM
Milczenie Owiec

Hunter - Oficjalna strona zespołu

Jelonek - Michał Jelonek - Oficjalna strona

Lange Coaching - Elżbieta Lange - Coach

Blog Marty, która dla mnie zawsze będzie Komucikiem:)

Glamour Film - Filmy ślubne w najwyższej jakości | Filmy HD | www.glamourfilm.pl

Centrum Inspiracji - Malwina Faliszewska

ŻYWOTNIK

Marcin Surmacz - macinowa strona

AALTŚWIN POZNAŃ

Triquetra - Oficjalna strona zespołu

Łukasz Mrozek Photography

YOMA - Agencja Medialna

Poślizg

RockDigger.pl

Sistermoon - photography & covers
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE. ALL RIGHTS RESERVED. COPYRIGHTS © Paweł CANIS Kanclerz 1997-2012